Fotograficzne wspomnienia z wakacji

 Hej Kochani Blogerzy 


Witam Was i przepraszam, że dopiero teraz do Was wracam. Po wakacyjnej przerwie porządnie mnie rozłożyło wstrętne chorobsko i w sumie nadal mnie trzyma kaszel. Skutki klimatyzacji w pociągach i picia zimnych napojów w upalne dni. Na rozpoczęcie roku szkolnego u Julki poszłam zasmarkana, choć było ciepło. W klasie panował taki zaduch, że jedna z mam zemdlała, a jej córka prawie wpadła w panikę. Na szczęście w porę ją złapali ( inni tatusiowie) i nie uderzyła głową o podłogę. Podobnie było podczas zakończenia roku szkolnego. Ledwo dało się oddychać na sali gimnastycznej i kilka osób uciekło na nieco chłodniejszy korytarz. Akademia pożegnalna dla 8 klas w ogóle została odwołana i spotkania odbyły się w klasach. Jednym słowem całe wakacje były koszmarne pod względem upałów i emocji związanych z przyjęciem do nowej szkoły Leny. Oczekiwanie na wyniki rekrutacji skutecznie nadwyrężyło moje nerwy. Tyle czekania i nerwów, a potem wydawania kasy na podręczniki. Szkoła podała ich listę pod koniec sierpnia i trzeba było się pospieszyć z zakupem. Oczywiście na liście były pomyłki i kilka podręcznikow musieliśmy wymienić na inne. Strasznie mnie to wkurzyło. Część książek jest używanych, więc były tańsze, niestety większość była całkiem nowych po 80 zł. Dobrze, że w szkole Dominiki pożycza ją biblioteka szkolna, bo z pewnością nasz budżet by tego nie wytrzymał. Szczęśliwie miałam jeszcze takie zaskórniki odłożone i mogłam sporą część kupić za nie. Wrzesień również przyniósł wydatki i to niemałe jak się domyślacie, komitety nie komitety, zbiórki na rzecz klasy itp. 














Dziewczyny zadowolone ze szkoły, wszystkie trzy można powiedzieć. Starają się dobrze uczyć. Julka chyba najbardziej lubi swoją panią i klasę. Okropnie tęskniła za kolegami i koleżankami. I nie tylko ona. Pani Marzenka też za swoją klasą tęskniła. Kiedyś uczyła naszą Dominikę. To kochana osoba, bardzo empatyczna, wspaniała nauczycielka, kiedy trzeba wymaga i nikt jej na głowę nie wchodzi. Klasa wie co wolno, a czego nie. Każdemu dziecku życzę takiej dobrej nauczycielki. 

A ja... Ja też poszłam do szkoły od 22 go września, ale do językowej Hiromi na japoński. Też jestem bardzo zadowolona z kursu i z naszej lektorki Lily. Już w sierpniu zaklepalam sobie miejsce w grupie początkujacej i opłaciłam całość. Jestem w grupie najstarsza, poza mną i jednym Marcinem reszta grupa to licealiści. Mogłam iść na zaawansowany poziom, ale nie byłam pewna czy sobie poradzę, więc wybrałam grupę początkującą. Jak na razie idzie dobrze, przerabiamy alfabety sylabowe hiragane i katakane i kilka innych potrzebnych rzeczy. Od razu ćwiczymy poprawną wymowę, utrwalamy najważniejsze rzeczy. Zajęcia mamy raz w tygodniu we wtorek po południu. Wierzę, że dzięki tym lekcjom naucze się płynnie czytać i mówić. Komunikacja to najważniejsza umiejętność bo po to się uczymy języka, żeby rozmawiać z ludźmi. Przełamanie barier i wszelkich blokad jest priorytetem w nauce każdego języka. Uwierzcie, że teraz angielski wydaje mi się nudny i oklepany. To że jest potrzebny to fakt, jednak już jakiś czas temu straciłam sentyment do języka angielskiego. Moja średnia córka Lena uczy się mandaryńskiego zdalnie i dużo gada w domu po mandaryńsku. Trzymam za nią kciuki bo jest niezwykle ambitna. Julka znów kazała sobie zainstalować Duolingo i sama uczy się japońskiego. W szkole Hiromi można się uczyć japońskiego, koreańskiego, chińskiego i greckiego. Z czasem mają dodać jeszcze języki europejskie. Nasza szkoła kształci zarówno dorosłych, dzieci oraz młodzież. W wakacje odbywają się intensywne kursy językowe. Ja najbardziej jestem zadowolona z naszej kochanej nauczycielki. Lily to szalenie ciepła sympatyczna i pełna pasji osoba. Mamy dużo wspólnego jak się okazuje, sporo tematów nas łączy, a przede wszystkim miłość do rzeczy pięknych, do cudownej magicznej Japonii i muzyki. Dobrze mieć takie pasje, które łączą nas z innymi osobami i możemy o nich rozmawiać. Myślę, że ten kurs będzie piękną przygodą, która otworzy mi wiele drzwi do pięknych światów. Naprawdę bardzo się cieszę, że mogłam pójść na ten kurs. Wreszcie. To spełnienie jednego z moich wielkich marzeń, nauczyć się mówić i czytać jak prawdziwa Japonka, napisać list do mojej kochanej Yuki san z Sendai, zdać egzaminy JPTL od N5 do N1. To ogromne wyzwania, ale chcę przynajmniej spróbować, mieć czyste sumienie, że tego spróbowałam. Zdaje sobie sprawę z tego że to co umiem teraz to zaledwie kropla w morzu czy w oceanie i że czeka mnie jeszcze bardzo długa droga do osiągnięcia moich celów. Już teraz uczę się dużej liczby liczebników które będą potrzebne do dalszej nauki. Jest mnóstwo klasyfikatorów,  które określają jak liczymy konkretne rzeczy. W kolejnych postach będę wam pisać co słychać na moim kursie, czego się aktualnie uczymy. Od samego początku mocno się angażuje w naukę i nawet, jeśli coś mi nie idzie nie zrażam się. Japoński nie jest językiem, którego da się nauczyć szybko. Ja podziwiam też Japończyków i Japonki, które chcą się uczyć języka polskiego, w ogóle Azjatów. To naprawdę niesamowite wyzwanie dla nich. Język polski dla Azjaty musi być dużo trudniejszy niż japoński dla Polaka. Generalnie rzecz biorąc japoński niej ma żadnej skomplikowanej gramatyki. Może tylko to że trzeba się przyzwyczaić, że zdanie po japońsku składa się jakby od tylu. Czasownik jest zawsze na końcu 

Przykład:

Watashi wa Kasia desu. Desu znaczy jest, jestem. Partykuła "wa" wskazuje na to, że chodzi o mnie można też powiedziec Kasia desu czyli jestem Kasia. Watashi czyli ja przeważnie występuje razem z wa lub no, watashi no czyli mój, moje 

Przykład: 

Mainichi kohii o nomimasu

Piję kawę codziennie rano lub codziennie rano piję kawę 

Kohii gasuki desu - lubię kawę 

Ocha to keki o kudasai czyli poproszę zieloną herbatę i ciasto. 

Powiem Wam jeszcze, że sushi wymawiamy susi nie suszi, ocha czytamy ocia, a matcha w żadnym wypadku nie czytamy macza tylko matcia z leciutką przerwą czyli mat cia. W japońskim nie ma takich głosek jak szy, szi czy cza, wszystko jest mięciutkie, więc jak słyszę wszędzie to macza to mi się bebechy wykręcają. Bardzo mi się podoba, że u nich wszystko brzmi tak lekko, miękko. Warto przykładać wagę do tego jak co czytamy mówimy. 


To tyle gadania o japońskim na dziś. Teraz pokażę Wam trochę zdjęć z wakacyjnych górskich wypraw. 


Sezon wakacjowania zaczęliśmy tym razem od wycieczki na Skrzyczne czyli najwyższego szczytu w Beskidzie Śląskim, który zaliczamy do Korony Gór Polski. Pojechaliśmy do Szczyrku i obraliśmy niebieski szlak prowadzący wzdłuż wyciągu narciarskiego, a chwilami szlak idzie pod nim. Szło się wygodnie przyjemnie bo nie było ukropu, dopiero około godziny drugiej zrobiło się naprawdę ciepło. 

Poniżej : Niedaleko schroniska jest punkt, przy którym wszyscy turyści robią sobie zdjęcia czyli przy żabce 


Górna stacja wyciągu na Skrzycznem 


Przyroda tam jest naprawdę cudowna

Od razu się zakochałam w tych krajobrazach, nieziemskiej przyrodzie, zieleni której tam jest masa 



Poniżej : Julka na Malinowskiej Skale 

Od drugiej strony to tak wygląda groźnie, ale wejście na tę skałę wcale nie jest takie trudne




Poniżej: Schronisko na Skrzycznem 

Polecam wspaniały żur z kiełbaską 

Booooooże... jaaaaaakie to było dobre



W drodze na Malinowska Skałę 


O Skrzycznem będę jeszcze pisać osobny post na drugim blogu

Kolejna dwudniowa wycieczka w Beskid Żywiecki na Małą i Wielką Rycerzową oraz na Muńcoł w paśmie Worka Raczańskiego 

Było bardzo gorąco i ciężko się wchodziło ale warto było się pomęczyć 

Piękne miejsca, oszałamiająca przyroda, widoki 

W drodze na Małą Rycerzową z Rycerki Górnej 





Widoki na Małą Rycerzową ze szlaku zielonego na Kotarz 





Świetlica w Bacówce na Hali Rycerzowej. Tu nocowaliśmy 




Poniżej: Podejście na Wielką Rycerzową 



Bacówka PTTK na Hali Rycerzowej 


             Poniżej : W drodze do wsi Ujsoły 





Polana pod Muńcołem 

Borówek było tyle, że oczy same jadły 

Zejście z tej góry dało nam jednak popalić 

Niewygodna ścieżka, kamienie uciekające spod stóp, dwa razy leżałam w krzakach, zero cienia 

A potem powrót pociągiem bez klimatyzacji 

O zgrozo! 😱😱😱😱

Mimo wszystko było pięknie. Każdy z Beskidów ma coś innego do zaoferowania 




Za rok wracamy w Beskid Żywiecki i lecimy na Wielką Raczę 

I powrót w 
ukochane Gorce 

Tradycyjnie Nasz Lubań 




Pierwszy dzień był piękny mglisty, przyjemnie chłodny 

Jak marzenie! 

Szło się bardzo przyjemnie 

Klimatycznie jak zawsze 

Poniżej: Takie widoki z wieży widokowej 

Drzewa pięknie się odcinają od mgły 






          Poniżej: Tym razem poszliśmy zielonym                  szlakiem z Mizernej, widoki na jezioro                    Czorsztynskie były niesamowite 

Praktycznie cały czas towarzyszyła nam ta mgła 




I wszystkie te wioski położone nad jeziorem 






Zawsze można uchwycić coś innego co zachwyci oko 

Gorce zawsze dają mi coś pięknego 




Przebogata gorczańska roślinność 




To tyle na dziś 

Dziękuję Wam za dotarcie do końca postu 

i za Waszą obecność. 

Cieszę się, że w końcu udało mi się skończyć ten post, bo już czekał dwa dni. 

Do zobaczenia u Was 




Komentarze

  1. Piękne wakacyjne zdjęcia, zwłaszcza to na czubku i zachód słońca.
    Nowa szkoła - nowe stresy... Cieszę się, że jakos to ogarnęłaś.
    Ciągle się zastanawiam nad Duolingo, może w końcu się skuszę i sie pouczę hiszpańskiego. Choć mam wrażenie, że mi to już nic do głowy nie whcodzi ... i nie zostaje w niej... :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z cyklu: Nie zapomnisz mnie nawet po śmierci - cz. 9

Wdzięczność ❤️❤️❤️

Z cyklu : Nie zapomnisz mnie nawet po śmierci - część 4